Lepsizm – mentalna maniera, która gasi inicjatywę, zanim zdąży urosnąć
Home ⟾ Życie Ferajny  ⟾  Lepsizm – mentalna maniera, która gasi inicjatywę, zanim zdąży urosnąć
Lepsizm to mentalna maniera, która pod pozorem troski o jakość potrafi zgasić każdą inicjatywę. Zamiast wspierać ludzi, którzy zaczynają działać, porównuje ich z większymi, lepszymi i bardziej doświadczonymi. A przecież żadna wspólnota nie rośnie od perfekcji. Rośnie od pierwszego kroku, od odwagi i od ludzi, którym jeszcze się chce.

Lepsizm - mentalna maniera, która gasi inicjatywę, zanim zdąży urosnąć


Są takie słowa, które jeszcze nie istnieją oficjalnie, ale bardzo dobrze opisują rzeczywistość. Jednym z nich może być lepsizm.

Lepsizm to nie jest zwykłe dążenie do jakości. To nie jest ambicja, profesjonalizm ani chęć robienia rzeczy coraz lepiej. Prawdziwa ambicja buduje. Profesjonalizm pomaga. Dobra rada wzmacnia. Lepsizm działa odwrotnie - podcina, unieważnia i odbiera ludziom chęć działania.


Lepsizm to mentalna maniera, w której każda inicjatywa zostaje natychmiast porównana z czymś większym, lepszym, bardziej znanym, bardziej profesjonalnym albo bardziej „prawdziwym”.


Ktoś organizuje pierwsze wydarzenie - „gdzie indziej robią większe”.
Ktoś zakłada stowarzyszenie, koło, grupę działania - „najpierw musicie się wykazać”.
Ktoś chce zrobić coś dla mieszkańców - „a po co, skoro są od tego inni?”.
Ktoś zaczyna od małych kroków - „to za mało, żeby miało znaczenie”.
Ktoś próbuje zbudować coś nowego - „zawsze znajdzie się ktoś lepszy”.


I właśnie w tym zdaniu kryje się sedno lepsizmu: zawsze znajdzie się większa ryba.

Tylko że jeśli całe życie będziemy patrzeć na większe ryby, nigdy nie zbudujemy własnego stawu.

Lepsizm udaje troskę o jakość


Najbardziej niebezpieczne w lepsizmie jest to, że on rzadko przychodzi wprost jako zła wola. Rzadko mówi: „nie chcę, żeby ci się udało”. Częściej przebiera się za rozsądek, doświadczenie, realizm albo troskę o poziom.


Brzmi wtedy całkiem niewinnie:

„Ja tylko mówię, że można to zrobić lepiej.”
„Nie obrażajcie się, ale to jeszcze nie ten poziom.”
„Trzeba mierzyć siły na zamiary.”
„Nie wystarczy mieć dobre chęci.”
„Najpierw trzeba mieć doświadczenie.”
„Są od tego poważniejsze organizacje.”


Oczywiście, czasem to wszystko może być prawdą. Jakość ma znaczenie. Doświadczenie ma znaczenie. Dobre przygotowanie ma znaczenie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy te argumenty nie służą poprawie działania, tylko jego zatrzymaniu.


Bo czym innym jest powiedzieć: „Pomogę wam zrobić to lepiej”.
A czym innym: „Nie róbcie, bo nie jesteście wystarczająco dobrzy”.


Czym innym jest konstruktywna uwaga.
A czym innym gest ustawiania kogoś niżej.


Czym innym jest wsparcie.
A czym innym recenzowanie z bezpiecznej odległości.


Lepsizm nie mówi: „zróbmy to razem lepiej”.
Lepsizm mówi: „to, co robisz, nie jest wystarczające, więc lepiej siedź cicho”.

Zabijanie początku


Każda inicjatywa ma swój początek. Zwykle niedoskonały. Pierwszy plakat nie zawsze jest piękny. Pierwsze spotkanie nie zawsze jest idealnie zorganizowane. Pierwszy grant może być napisany z błędami. Pierwsze wydarzenie może mieć niedociągnięcia. Pierwsza grupa ludzi dopiero uczy się współpracy. Pierwszy sukces może być mały i widoczny tylko dla tych, którzy naprawdę wiedzą, ile pracy za nim stoi.

I właśnie wtedy lepsizm jest najbardziej szkodliwy. Bo atakuje nie gotowy, dojrzały projekt, ale jego zalążek.


Nie pozwala inicjatywie przejść naturalnej drogi: od pomysłu, przez próbę, błąd, korektę, doświadczenie, aż do jakości.

Lepsizm wymaga dojrzałości od czegoś, co dopiero kiełkuje.


To trochę tak, jakby spojrzeć na młode drzewko i powiedzieć: „Słabe. Dęby w starym lesie są większe”. Owszem, są większe. Ale każdy dąb kiedyś był cienką sadzonką. Jeśli ktoś go wtedy wyrwał, bo „nie robił jeszcze cienia”, nigdy nie miał szansy urosnąć.


Tak samo jest z ludzką inicjatywą.

Nie wszystko od razu jest wielkie.
Nie wszystko od razu jest profesjonalne.
Nie wszystko od razu ma budżet, zespół, procedury, zaplecze i uznanie.

Ale coś, co jest małe, nie jest przez to bezwartościowe.

Polska choroba porównywania


W polskiej mentalności bardzo mocno siedzi odruch porównywania. Zamiast zapytać: „co dobrego z tego wynikło?”, często pytamy: „czy to było lepsze niż u innych?”.

Zamiast zobaczyć wysiłek, widzimy brak.

Zamiast docenić odwagę, szukamy potknięcia.

Zamiast wesprzeć, ustawiamy poprzeczkę tak wysoko, żeby nikt nie miał prawa zacząć.



To jest szczególnie widoczne w małych społecznościach. Tam każda nowa aktywność może zostać odebrana nie jako szansa, ale jako zagrożenie dla istniejącego układu. Ktoś zaczyna działać - więc może „się wybija”. Ktoś przyciąga ludzi - więc może „chce rządzić”. Ktoś pisze wnioski, organizuje wydarzenia, proponuje nowe pomysły - więc pewnie „ma w tym interes”.



I wtedy lepsizm staje się narzędziem społecznej kontroli.


Nie trzeba powiedzieć komuś wprost: „nie chcemy waszej aktywności”. Wystarczy powtarzać, że to jeszcze nie ten poziom, nie ten moment, nie ta skala, nie ta forma, nie ta osoba, nie ta grupa.



Wystarczy chłód.

Wystarczy brak uznania.

Wystarczy kilka uszczypliwych komentarzy.

Wystarczy porównanie z kimś większym.

Wystarczy zdanie: „najpierw się wykażcie”.



I po jakimś czasie nawet najbardziej zaangażowani ludzie zaczynają się zastanawiać: „po co nam to?”.


„Musicie się wykazać” - zdanie, które potrafi upokorzyć


Jednym z najbardziej charakterystycznych zdań lepsizmu jest: „musicie się wykazać”.

Na pierwszy rzut oka brzmi rozsądnie. Każda grupa powinna pokazać, że potrafi działać. Każda organizacja buduje zaufanie przez konkret. Każdy społecznik musi mieć świadomość odpowiedzialności.


Ale problem pojawia się wtedy, gdy to zdanie pada wobec ludzi, którzy już coś robią.

Wtedy przestaje być neutralnym wymaganiem, a staje się formą lekceważenia.

Bo co właściwie znaczy „musicie się wykazać”, jeśli ktoś już poświęca czas, organizuje wydarzenia, pisze dokumenty, szuka partnerów, angażuje mieszkańców, zdobywa doświadczenie, prowadzi warsztaty, obsługuje spotkania, pomaga technicznie, gotuje, sprząta, wozi, ustawia, pilnuje, uczy się, poprawia i bierze odpowiedzialność? Czy to wszystko jeszcze nie jest „wykazaniem się”?


A może problem nie polega na tym, że ktoś się nie wykazał, tylko na tym, że jego aktywność jest niewygodna dla tych, którzy przyzwyczaili się do decydowania, kto ma prawo działać?

Lepsizm bardzo często nie ocenia realnej pracy. On ocenia pozycję. Nie pyta: „co zrobiliście?”.

Pyta raczej: „czy macie już nasze uznanie?”.

A to ogromna różnica.

Lepsizm odbiera ludziom sprawczość


Największą stratą nie jest to, że ktoś poczuje się urażony. Największą stratą jest to, że ludzie przestają próbować.


Bo ile razy można słyszeć, że coś jest za małe?
Ile razy można tłumaczyć swoje dobre intencje?
Ile razy można udowadniać, że nie jest się intruzem we własnej miejscowości?
Ile razy można zaczynać od nowa po tym, jak ktoś zgasił entuzjazm jednym zdaniem?


Lepsizm działa powoli. Nie zawsze niszczy inicjatywę od razu. Czasem robi to etapami.

Najpierw ktoś przestaje proponować nowe pomysły.
Potem przestaje brać odpowiedzialność.
Potem mówi: „nie będę się wychylać”.
Potem przychodzi tylko jako widz.
Potem nie przychodzi wcale.

I tak wspólnota traci ludzi, którzy mogli coś wnieść.

Nie dlatego, że nie mieli pomysłów.
Nie dlatego, że byli leniwi.
Nie dlatego, że im się nie chciało.


Tylko dlatego, że zderzyli się ze ścianą chłodu, porównywania, nieufności i wiecznego „za mało”.

Różnica między wymaganiem a gaszeniem


Żeby było jasne: nie chodzi o to, że każdą inicjatywę trzeba bezkrytycznie chwalić. Nie chodzi o to, że każdy pomysł jest dobry tylko dlatego, że ktoś miał dobre chęci. Nie chodzi o to, by zrezygnować ze standardów.


Wspólnota potrzebuje jakości. Organizacja potrzebuje odpowiedzialności. Projekty społeczne potrzebują planowania, uczciwości, komunikacji i konsekwencji.

Ale jest ogromna różnica między wymaganiem a gaszeniem.


Wymaganie mówi:
„To jest dobre, dopracujmy to.”

Gaszenie mówi:
„To jest za słabe, nie powinniście tego robić.”


Wymaganie mówi:
„Widzę waszą pracę, pomogę wam wejść poziom wyżej.”

Gaszenie mówi:
„Nie jesteście jeszcze partnerem do rozmowy.”


Wymaganie buduje kompetencje.
Gaszenie buduje zależność.


Wymaganie podnosi jakość.
Gaszenie odbiera odwagę.


Dlatego każda wspólnota powinna bardzo uważać, czy pod pozorem „standardów” nie produkuje atmosfery, w której ludzie boją się cokolwiek zaproponować.

Lepsizm lubi ludzi biernych


Paradoks polega na tym, że lepsizm bardzo często nie uderza w tych, którzy nic nie robią. Uderza w tych, którzy robią cokolwiek. Człowiek bierny jest bezpieczny. Nie popełnia błędów, bo nie działa. Nie naraża się na ocenę, bo niczego nie proponuje. Nie psuje układu, bo nie wnosi nowej energii.

Człowiek aktywny jest problemem. Bo przypomina innym, że można. Bo pokazuje, że brak działania nie zawsze wynika z braku możliwości. Bo uruchamia ludzi. Bo zadaje pytania. Bo czasem przez samą swoją aktywność obnaża stagnację.


Dlatego społeczna energia bywa traktowana jak zagrożenie.

Zamiast ją przyjąć, próbuje się ją oswoić.
Zamiast dać jej przestrzeń, próbuje się ją kontrolować.
Zamiast powiedzieć „dobrze, że jesteście”, mówi się „najpierw się wykażcie”.


To jest moment, w którym wspólnota zaczyna tracić przyszłość.

Bo przyszłość nie przychodzi od tych, którzy pilnują, żeby nic się nie zmieniło. Przychodzi od tych, którzy mają odwagę zrobić coś pierwszego, niedoskonałego, ryzykownego, czasem nie do końca wygodnego.

Małe działania są podstawą dużych zmian


Lepsizm nie rozumie jednej podstawowej rzeczy: duże rzeczy prawie zawsze zaczynają się od małych. Duże wydarzenie zaczyna się od pierwszego spotkania kilku osób. Silna organizacja zaczyna się od pierwszego zebrania. Dobra marka lokalna zaczyna się od pierwszego udanego działania. Wspólnota zaczyna się od tego, że ktoś przyniesie stół, ktoś ugotuje zupę, ktoś zrobi plakat, ktoś zaprosi sąsiadów, ktoś zostanie po wszystkim i pozmywa.


Nie ma w tym nic małego.

To jest fundament.


Kto lekceważy małe działania, ten często nie rozumie, skąd biorą się duże efekty. Widzi gotowy sukces, ale nie widzi setek drobnych decyzji, które do niego doprowadziły.


Nie widzi rozmów.
Nie widzi stresu.
Nie widzi nieprzespanych nocy.
Nie widzi niepewności.
Nie widzi ludzi, którzy robią coś po pracy, po obowiązkach, po rodzinie, często bez wynagrodzenia i bez gwarancji uznania.


Lepsizm patrzy na efekt i mówi: „mogło być lepiej”.

Dojrzała wspólnota patrzy na proces i mówi: „dobrze, że zaczęliście”.

Jak lepsizm niszczy lokalność


W lokalnych społecznościach lepsizm jest szczególnie groźny, bo tam wszystko opiera się na relacjach. Nie ma wielkich struktur, które udźwigną każdą stratę. Jeśli kilka aktywnych osób się zniechęci, często gaśnie całe środowisko. Wieś, osiedle, mała miejscowość, koło, rada, stowarzyszenie - to nie są abstrakcyjne instytucje. To konkretni ludzie. Ich czas, charaktery, emocje, konflikty, ambicje, lęki i dobre chęci.

Jeśli w takim środowisku utrwali się przekonanie, że każdą inicjatywę trzeba najpierw podejrzewać, oceniać, porównywać i sprowadzać do parteru, to po pewnym czasie zostają tylko ci, którzy albo mają bardzo grubą skórę, albo ci, którym już wszystko jedno.


A wspólnota potrzebuje czegoś innego. Potrzebuje ludzi, którym zależy.

Nie idealnych.
Nie zawsze wygodnych.
Nie zawsze bezbłędnych.
Ale żywych, zaangażowanych i gotowych wziąć kawałek odpowiedzialności.


Lepsizm tych ludzi męczy. Upokarza. Izoluje. Sprawia, że zaczynają się zastanawiać, czy ich energia nie jest marnowana.


A kiedy odchodzą, wszyscy nagle pytają: „dlaczego u nas nic się nie dzieje?”.

Lepsizm jako wygodna pozycja obserwatora


Jest jeszcze jeden ważny element. Lepsizm daje komfort tym, którzy sami nie muszą niczego robić.

Bo recenzowanie jest łatwiejsze niż organizowanie. Łatwiej powiedzieć, że plakat jest słaby, niż go zrobić. Łatwiej ocenić wydarzenie, niż je przygotować. Łatwiej powiedzieć „to nie tak”, niż przyjść dwie godziny wcześniej i pomóc ustawić stoły. Łatwiej pouczać o profesjonalizmie, niż samemu napisać wniosek, ponieść odpowiedzialność, zadzwonić do ludzi, rozliczyć pieniądze i jeszcze przyjąć pretensje.

Lepsizm lubi pozycję z boku. Daje poczucie wyższości bez kosztów działania.

Ale wspólnota nie powstaje z komentarzy. Powstaje z pracy.


Dlatego tak ważne jest, by w życiu społecznym przywrócić właściwą hierarchię szacunku. Najpierw szacunek dla tych, którzy robią. Potem dopiero recenzja.


Nie odwrotnie.

Lekarstwem nie jest zachwyt, tylko mądre wsparcie


Jak więc przeciwstawić się lepsizmowi?

Nie chodzi o to, żeby każdemu klaskać za wszystko. To byłaby druga skrajność. Chodzi o kulturę mądrego wsparcia. Zamiast mówić: „inni robią to lepiej”, można zapytać: „czego potrzebujecie, żeby zrobić to jeszcze lepiej?”. Zamiast: „to za mało”, można powiedzieć: „to dobry początek”.

Zamiast: „najpierw się wykażcie”, można powiedzieć: „widzę, że już działacie - porozmawiajmy, jak to uporządkować”. Zamiast podejrzewać intencje, można zobaczyć wysiłek. Zamiast porównywać do większych, można docenić lokalny kontekst.

Bo w małej społeczności nie każda inicjatywa musi być od razu wielka. Czasem największą wartością jest to, że ludzie w ogóle wyszli z domów. Że usiedli razem. Że dzieci miały zajęcie. Że ktoś starszy poczuł się potrzebny. Że ktoś młody zobaczył, że może coś współtworzyć. Że pojawiła się rozmowa. Że miejsce zaczęło żyć.


Tego nie da się mierzyć tylko skalą wydarzenia, budżetem albo porównaniem z większą organizacją.

Prawo do bycia w drodze


Każda inicjatywa ma prawo być w drodze.

Ma prawo się uczyć.
Ma prawo poprawiać.
Ma prawo zaczynać nieidealnie.
Ma prawo szukać własnego języka.
Ma prawo mieć etap próbny.
Ma prawo nie być jeszcze „najlepsza”.


Bo rozwój nie polega na tym, że od pierwszego dnia spełniamy wszystkie cudze oczekiwania. Rozwój polega na tym, że z każdym kolejnym działaniem jesteśmy trochę mądrzejsi, bardziej doświadczeni i bardziej świadomi.


Lepsizm odbiera to prawo. Żąda gotowości bez procesu. Efektu bez czasu. Autorytetu bez możliwości zbudowania dorobku.


A to jest głęboko niesprawiedliwe.

Zwłaszcza wobec ludzi, którzy działają społecznie, często po godzinach, bez zaplecza, bez wynagrodzenia, bez sztabu specjalistów, ale z realną chęcią zrobienia czegoś dobrego.

Nie wszystko musi być największe, żeby było ważne


W Polsce zbyt często mylimy skalę z wartością.

A przecież coś może być małe i bardzo ważne.

Małe spotkanie może uratować relacje.
Małe wydarzenie może dać komuś poczucie przynależności.
Małe koło może stać się zaczynem większej zmiany.
Mała grupa ludzi może obudzić miejsce, które od lat przyzwyczaiło się do bezruchu.


Nie trzeba od razu być największą rybą.

Czasem wystarczy być pierwszą osobą, która wrzuciła kamień do wody i poruszyła kręgi.

Lepsizm tego nie rozumie. On patrzy tylko na rozmiar. Na prestiż. Na porównanie. Na hierarchię. Na „kto większy”.


Wspólnota powinna patrzeć inaczej: kto działa, kto łączy ludzi, kto bierze odpowiedzialność, kto daje czas, kto wnosi energię, kto tworzy przestrzeń dla innych.

Nazwać mechanizm po imieniu


Dlatego warto mówić o lepsizmie. Warto go nazwać, bo dopóki pozostaje nienazwany, może udawać coś szlachetnego.


Może udawać troskę o poziom.
Może udawać doświadczenie.
Może udawać realizm.
Może udawać obiektywną ocenę.


Ale kiedy spojrzymy głębiej, często widać, że pod spodem kryje się coś innego: lęk przed zmianą, potrzeba kontroli, zazdrość o sprawczość, niechęć do nowych ludzi, a czasem zwykła wygoda tych, którzy wolą oceniać niż działać.

Lepsizm to nie jest wymaganie jakości. To mentalność gaszenia.

To społeczny odruch, który mówi: „nie wychylaj się, bo zawsze znajdziemy kogoś lepszego od ciebie”.


A odpowiedź na to powinna być prosta:

Nie musimy być najlepsi, żeby zacząć.
Nie musimy być najwięksi, żeby mieć znaczenie.
Nie musimy mieć zgody wszystkich, żeby robić coś dobrego.
Nie musimy czekać, aż ktoś uzna nas za wystarczająco ważnych.

Zakończenie: przeciw lepsizmowi


Przeciwieństwem lepsizmu nie jest bylejakość. Przeciwieństwem lepsizmu jest dojrzała kultura wspierania.


Taka, która potrafi powiedzieć:

„Dobrze, że działacie.”
„To ma sens.”
„Pomóżmy wam to rozwinąć.”
„Nie wszystko musi być od razu idealne.”
„Ważne, że ludzie zaczęli się spotykać.”
„Ważne, że ktoś wziął odpowiedzialność.”
„Ważne, że coś ruszyło.”


Bo każda żywa wspólnota potrzebuje nie tylko liderów i organizatorów. Potrzebuje też atmosfery, w której ludziom chce się chcieć.


Lepsizm tę atmosferę zatruwa.


Dlatego warto się mu przeciwstawiać - spokojnie, konsekwentnie i bez kompleksów. Nie przez obrażanie się na krytykę, ale przez odróżnianie krytyki od gaszenia. Nie przez rezygnację z jakości, ale przez obronę prawa do rozwoju. Nie przez udawanie, że wszystko jest idealne, ale przez przypominanie, że wszystko, co dziś jest dobre, kiedyś było tylko pierwszą próbą.


Nie wszystko musi być od razu najlepsze.
Czasem wystarczy, że jest prawdziwe.
Czasem wystarczy, że jest potrzebne.
Czasem wystarczy, że ktoś miał odwagę zacząć.


I właśnie tej odwagi nie wolno gasić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Scroll to Top