Młodzi nie potrzebują tylko miejsca. Potrzebują wpływu i sprawczości.
Wszystko zaczęło się od tajemnicy.
Nie od zebrania, nie od wielkiego planu, nie od gotowego programu. Zaczęło się po cichu - od nocnych pogaduch dziewczyn, od rozmów, w których rodzą się pomysły najprawdziwsze. Takie, których na początku nikt jeszcze nie zapisuje w dokumentach, ale które już zaczynają żyć.
Gdzieś między śmiechem, planami i dziewczyńską tajemnicą pojawiła się myśl: a gdyby mieć swoje miejsce?
Nie kolejną salę. Nie miejsce „na chwilę”. Nie przestrzeń, do której trzeba się dopasować. Tylko coś własnego. Miejsce, które można wymyślić od początku. Stworzyć rękami. Posprzątać, przygotować, zaplanować, zbudować i potem do niego wracać.
Tak narodził się pomysł domku w lesie - na drzewie - dla młodych.
Dziś to już nie jest tylko marzenie opowiadane po cichu. To realna inicjatywa, która zaczęła nabierać kształtu dzięki Joannie, skarbnik naszego koła, oraz młodzieży Ferajny: Ninie, Marcie, Dominice, Maji i Ani. W działania włączają się także Tomek, Oskar i inni, pomagając tam, gdzie potrzeba rąk, siły i obecności.
Ogromne znaczenie ma też rola Pana Karola - tego samego, którego znamy dzięki Ciapkowi. Pan Karol wskazał optymalne miejsce pod budowę domku. Dał młodym coś więcej niż teren. Dał im zaufanie. Dał im przestrzeń, w której mogą sprawdzić, co potrafią zrobić razem.
Jest już projekt. Zamówiliśmy w tartaku potrzebne drewno konstrukcyjne. Całość opiera się na rozwiązaniach budżetowych, rozsądnych i możliwych do wykonania wspólną pracą. Nie ma tu wielkiego zaplecza, nadmiaru pieniędzy ani gotowych schematów. Jest za to coś ważniejszego - energia, upór, pomysł i ogromna potrzeba stworzenia miejsca, które będzie naprawdę ich.
Młodzi jeżdżą do lasu w każdej wolnej chwili.
Przygotowują teren, sprzątają, oglądają drzewa, planują układ, rozmawiają, wymyślają, poprawiają koncepcję. Oswajają się z miejscem, z przyrodą i ze sobą nawzajem. Widać, że im zależy. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Nie dlatego, że trzeba „zrobić projekt”. Tylko dlatego, że poczuli, że to może być coś ich własnego.
I właśnie to jest w tym wszystkim najważniejsze.
Ten domek nie jest tylko konstrukcją z drewna. Jest odpowiedzią na bardzo konkretną potrzebę - potrzebę miejsca wspólnotowego dla młodych. Miejsca, którego nie dostają gotowego, ale które mogą współtworzyć. Miejsca, gdzie ich decyzje mają znaczenie. Gdzie mogą zobaczyć, że pomysł naprawdę może zamienić się w działanie.
Młodzież potrzebuje takich przestrzeni. Nie tylko po to, żeby „mieć gdzie pójść”. Potrzebuje miejsca, w którym może poczuć sprawczość. W którym może powiedzieć: to wymyśliliśmy, to przygotowaliśmy, to budujemy, to jest nasze.
W tym projekcie młodzi nie są odbiorcami atrakcji przygotowanej przez dorosłych. Są autorami. To oni nadają temu miejscu sens. To oni wracają do lasu, pilnują pomysłu, rozmawiają o szczegółach, porządkują teren i zaczynają budować wokół domku swoją własną opowieść.
Gdzieś między drzewami rodzi się coś więcej niż domek. Rodzi się przyjaźń. Zaufanie. Odpowiedzialność. Kreatywność. Wspólny cel. Poczucie, że można zrobić coś razem, od początku, po swojemu.
To jest właśnie prawdziwa moc tej inicjatywy.
Nie chodzi tylko o drewno, śruby i konstrukcję. Chodzi o doświadczenie wspólnego tworzenia. O moment, w którym młodzi ludzie zaczynają wierzyć, że mają wpływ na swoje otoczenie. Że mogą nie tylko czekać, aż ktoś coś dla nich zorganizuje, ale sami mogą być początkiem zmiany.
Domek w lesie - na drzewie. Dla młodych.
Zrodzony z tajemnicy, rozmów i marzenia.
Budowany z drewna, pracy i zaufania.
Potrzebny, bo młodzi potrzebują miejsca, do którego mogą wracać.
Ważny, bo pokazuje im, że ich pomysły mają siłę.
Bo prawdziwe miejsce wspólne nie powstaje wtedy, gdy ktoś je nazwie. Powstaje wtedy, gdy ludzie zaczynają czuć, że zostawili tam kawałek siebie.
A oni już zostawiają.
Między drzewami.
Przy domku, który dopiero rośnie, ale już teraz jest czymś więcej niż domkiem.
Dlatego ten projekt jest ważny nie tylko jako budowa domku na drzewie. Jest ważny jako proces. Jako doświadczenie wspólnego działania. Jako dowód, że młodzież ma potrzebę tworzenia, decydowania i budowania własnych miejsc.
To także bardzo konkretna, żywa edukacja - taka, której nie da się zastąpić samą rozmową, ekranem ani gotową instrukcją. Młodzi uczą się tu pracy z narzędziami, planowania, organizacji, odpowiedzialności za bezpieczeństwo i wspólne decyzje. Uczą się współpracy, wspierania się, dzielenia zadaniami i szukania rozwiązań, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem.
Takie doświadczenia zostają na długo. Bo kiedy młody człowiek sam coś zmierzy, przeniesie, przytrzyma, przykręci, zaplanuje albo poprawi - zaczyna inaczej patrzeć na własne możliwości. Widzi, że potrafi. Widzi, że jego obecność ma znaczenie. Widzi, że wspólna praca naprawdę zmienia miejsce.
Projekt ma także swoje odpowiedzialne zaplecze. Nad stroną techniczną czuwa Pan Andrzej - doświadczony konserwator, stolarz i rzeźbiarz z wieloletnim doświadczeniem. To on wspiera młodych tam, gdzie potrzebna jest wiedza, praktyka, bezpieczeństwo i techniczne oko.
Koordynatorką działań jest nasza Joanna, skarbnik KGW „Ferajna”, która od początku wspiera inicjatywę i pomaga zamieniać pomysł w realne działanie. Patronat nad projektem i samą ideą sprawuje Ferajna - jako wspólnota, która daje młodym przestrzeń, zaufanie i organizacyjne wsparcie.
Dzięki temu domek nie jest przypadkową konstrukcją. Jest wspólnym projektem prowadzonym odpowiedzialnie: z energią młodzieży, doświadczeniem dorosłych i zapleczem Ferajny. Młodzi zachowują sprawczość, ale nie są zostawieni sami. Uczą się działania, pracy z narzędziami, organizacji i współpracy w warunkach, w których obok jest ktoś, kto potrafi doradzić, zatrzymać, poprawić i zadbać o bezpieczeństwo.
Dołóż deskę do miejsca młodych
Młodzi z Ferajny już działają. Sprzątają teren, planują, uczą się pracy z narzędziami i budują miejsce, do którego będą mogli wracać. Możesz symbolicznie wesprzeć zakup materiałów, łączników, impregnatu i zabezpieczeń potrzebnych przy budowie domku.
Jedna kawa to mały gest. Dla nich - kolejny krok do własnego miejsca.
