Ferajna wzięła się z potrzeby miejsca.
Każda wieś ma swoje oficjalne struktury, zebrania, uchwały, protokoły i procedury. Ale życie wspólnoty rzadko zaczyna się od paragrafu. Częściej zaczyna się od prostego zdania: zróbmy coś razem.
Warkały od dawna potrzebowały miejsca, które nie będzie tylko salą otwieraną od czasu do czasu, ale prawdziwą przestrzenią spotkania. Miejsca dla mieszkańców, dla młodzieży, dla rodzin, dla ludzi, którzy chcą coś zorganizować, porozmawiać, ugotować, nauczyć się czegoś, potańczyć, obejrzeć film, pograć, zrobić warsztaty albo po prostu pobyć razem.
Z tej potrzeby zaczęły się pierwsze rozmowy o poddaszu nad żłobkiem. Był pomysł, by zaniedbane pomieszczenie zamienić w przestrzeń wspólną - nie luksusową, nie „na pokaz”, ale żywą i potrzebną. Miejsce, w którym młodzież mogłaby mieć swój kąt, mieszkańcy mogliby się spotykać, a lokalne inicjatywy miałyby gdzie oddychać.
Były rozmowy, były oględziny, była energia. Młodzież zaczęła porządkować przestrzeń. Pojawiła się nadzieja, że da się zrobić coś praktycznego, niewielkimi środkami, wspólną pracą. Nie dla jednej osoby. Nie dla jednej grupy. Dla Warkał.
Potem sprawa stanęła.
Pojawiły się wątpliwości, odmowy, odkładanie decyzji, informacje o przeszkodach formalnych i konserwacyjnych. Z czasem poddasze przestało być realnie rozwijanym pomysłem na miejsce wspólne, a stało się symbolem czegoś znacznie większego: pytania o to, kto ma prawo inicjować działania we wsi i na jakich zasadach mieszkańcy mogą korzystać z przestrzeni, która należy do wspólnoty.
To był jeden z momentów, w których dojrzewała decyzja o powołaniu Koła Gospodyń Wiejskich „Ferajna” w Warkałach.
Nie dlatego, że ktoś chciał tworzyć podział. Nie dlatego, że komuś zależało na zaostrzaniu sporów. Przeciwnie - Ferajna powstała z potrzeby działania, którego nie da się wiecznie odkładać. Skoro we wsi są ludzie, którzy chcą pracować społecznie, organizować wydarzenia, prowadzić warsztaty, integrować mieszkańców i pozyskiwać środki zewnętrzne, to warto dać tej energii formę. Organizacja daje odpowiedzialność, podmiotowość i możliwość rozmowy z partnerami w sposób jasny.
Od początku nie chodziło tylko o kuchnię, ciasta i wydarzenia. Chodziło o wspólnotę.
Ferajna zaczęła działać tam, gdzie była potrzeba. Były kuligi, Tłusty Czwartek, warsztaty, działania z młodzieżą, wyjazdy, spotkania, tańce, inicjatywy kulturalne, udział w wydarzeniach lokalnych, praca przy Napoleoniadzie, działania kulinarne, fotograficzne i promocyjne. Było wsparcie dla wydarzeń sołeckich, obsługa techniczna, nagłośnienie, pomoc organizacyjna, otwieranie świetlicy, obecność na zebraniach, praca społeczna i zwykłe, codzienne dokładanie ręki tam, gdzie trzeba było coś zrobić.
Równolegle wracał temat miejsc wspólnych.
Nie tylko poddasza. Także wiaty - dużej, otwartej, potrzebnej przestrzeni, która mogłaby służyć mieszkańcom jako miejsce spotkań, ognisk, wydarzeń, zajęć dla dzieci i młodzieży, warsztatów, potańcówek, letnich rozmów i zimowych planów. Wiaty nie jako ozdoby, ale jako narzędzia wspólnoty. Takiego miejsca, które nie pyta, czy ktoś ma idealny projekt, tylko po prostu daje ludziom dach nad głową i powód, żeby się spotkać.
Takie pomysły są proste, ale mają ogromne znaczenie. Wieś bez miejsc wspólnych słabnie. Wieś, w której każda inicjatywa musi przejść przez niejasne zależności, zaczyna tracić ludzi z energią. A najgorsze, co może spotkać lokalną wspólnotę, to sytuacja, w której mieszkańcy przestają próbować, bo z góry zakładają, że i tak się nie da.
Dlatego dla Ferajny sprawa statutu sołeckiego, funduszu sołeckiego, zebrań, protokołów, wniosków i zasad korzystania z przestrzeni wspólnych nie jest abstrakcyjną dyskusją prawną. To jest praktyka codziennego życia.
Jeżeli statut sołectwa jest dobrze napisany, chroni wszystkich. Chroni sołtysa, radę sołecką, mieszkańców, organizacje społeczne, grupy nieformalne, seniorów, młodzież i partnerów lokalnych. Daje jasne procedury. Pokazuje, kto może zgłaszać wnioski, jak są rozpatrywane, kiedy mieszkańcy mają dostęp do informacji, jak dokumentuje się decyzje, jak głosuje się nad sprawami ważnymi dla wsi i jak unika się uznaniowości.
Dobre zasady nie są przeciwko komukolwiek. Są po to, żeby nikt nie musiał prosić „po znajomości”, nikt nie był traktowany jak petent, a żadna lokalna inicjatywa nie była oceniana przez pryzmat sympatii, antypatii albo personalnych napięć.
W ostatnich miesiącach Ferajna doświadczyła różnych sytuacji. Były odmowy, trudne rozmowy, niezrozumienie, poczucie marginalizowania i momenty, w których społeczna praca zamiast uznania spotykała się z dystansem. Nie chcemy jednak budować opowieści o Warkałach na wzajemnych pretensjach. Nie taki jest nasz cel. Nie taki jest też nasz język.
Naszym językiem jest praca.
Praca przy stole, przy świetlicy, przy wydarzeniach, przy młodzieży, przy dokumentach, przy grantach, przy zdjęciach, przy garnkach, przy nagłośnieniu, przy wspólnym sprzątaniu i przy pomysłach, które czasem wydają się za duże, dopóki ktoś nie zacznie ich robić.
Ferajna powstała, bo w Warkałach jest energia społeczna. Powstała, bo mieszkańcy potrzebują przestrzeni działania. Powstała, bo nie wszystko musi czekać na idealny moment. Powstała także dlatego, że we wsi potrzebna jest organizacja, która potrafi rozmawiać z partnerami, przygotowywać projekty, pisać wnioski, promować lokalność i tworzyć wydarzenia nie tylko od święta, ale konsekwentnie.
Dzisiaj, gdy rozmawiamy o statucie sołectwa, nie mówimy wyłącznie o paragrafach. Mówimy o tym, czy mieszkańcy mają realny wpływ na swoją wieś. Czy lokalne organizacje mogą być traktowane jak partnerzy. Czy młodzież może mieć swoje miejsce. Czy świetlica i inne przestrzenie wspólne są rzeczywiście wspólne. Czy fundusz sołecki służy tylko utrzymaniu bieżących spraw, czy także rozwojowi. Czy wnioski mieszkańców trafiają do realnej dyskusji, czy znikają w ciszy.
Właśnie dlatego, odpowiadając na ogłoszone przez Wójta Gminy Jonkowo konsultacje społeczne prowadzone w całej gminie w sprawie ustanowienia nowych statutów sołeckich, przygotowaliśmy i złożyliśmy własny projekt konsultacyjny. Nie jako głos przeciwko komukolwiek, ale jako propozycję uporządkowania zasad, które w przyszłości mogą chronić mieszkańców, sołectwa, organizacje społeczne i grupy nieformalne. Chcemy, aby nowe statuty nie były wyłącznie dokumentami formalnymi, ale praktycznym narzędziem przejrzystości, współpracy i równego traktowania wszystkich osób, które chcą działać na rzecz swoich miejscowości.
Warkały zasługują na dobre zasady. Nie dlatego, że pojawiły się różnice zdań. Dlatego, że jest tu potencjał.
Jest młodzież, która chce działać. Są mieszkańcy, którzy pomagają. Są osoby, które pieką, gotują, wożą, noszą stoły, robią zdjęcia, grają muzykę, sprzątają, przychodzą na zebrania, wspierają wydarzenia, pożyczają sprzęt, dzielą się czasem i umiejętnościami. Są też partnerzy, z którymi można budować coś większego niż jednorazowe imprezy.
Ale potencjał potrzebuje zasad. Potrzebuje zaufania. Potrzebuje miejsca.
Poddasze, wiata, świetlica, teren wspólny - to nie są tylko budynki i kawałki przestrzeni. To są pytania o model wsi. Czy wieś ma być miejscem, w którym kilka osób nieformalnie wyznacza granice działania? Czy miejscem, w którym różne środowiska mogą wnosić swoje pomysły i współtworzyć lokalne życie?
Ferajna wybiera ten drugi model.
Chcemy współpracy, ale współpracy partnerskiej. Chcemy rozmowy, ale rozmowy prowadzonej z szacunkiem. Chcemy jasnych zasad, bo tylko wtedy można budować zaufanie. Chcemy, żeby statut sołecki chronił nie tylko obecną sytuację, ale także przyszłość - również innych sołectw, innych organizacji i kolejnych mieszkańców, którzy za kilka lat będą chcieli zrobić coś dobrego u siebie.
Nie trzeba się zgadzać we wszystkim, żeby działać razem. Ale trzeba uznać, że społeczna energia mieszkańców jest wartością, a nie problemem do kontrolowania.
Ferajna nie jest przeciwko sołectwu. Ferajna jest częścią Warkał.
I właśnie dlatego zależy nam na tym, żeby Warkały miały dobre, uczciwe i przejrzyste zasady. Takie, które nie blokują ludzi, ale pomagają im brać odpowiedzialność za miejsce, w którym żyją.
Bo wspólnota nie powstaje z dokumentu.
Ale dobry dokument może sprawić, że wspólnota nie będzie musiała ciągle przebijać się przez zamknięte drzwi.
