Kulig z ASW Jonkowo + Przyjaciele
Największy kulig w historii Ferajny. 62 osoby. I ani grama nudy.
Są takie dni, kiedy człowiek wie, że to się zapisze w kronikach Ferajny. Ten kulig był właśnie jednym z nich. Zaczęło się niewinnie – plan, sanki, Ciapek, ognisko. Skończyło… rekordem frekwencji, dwiema turami i historią, którą będziemy opowiadać jeszcze długo.
62 osoby. Tak. Sześćdziesiąt dwie.
Kiedy doliczyliśmy się 62 uczestników, było jasne, że to nie będzie zwykły przejazd „tam i z powrotem”. To był kulig z rozmachem. Taki, który trzeba było podzielić na dwie tury, bo Ciapek – nasz niezawodny Ursus C-330 – rozrywał sanki jak krajalnica papier. Bez litości, bez zadyszki. Moc, charakter i zero kompromisów.
Ciapek + Pan Karol = duet nie do zatrzymania
Przy takiej frekwencji Pan Karol z Ciapkiem nie powiedzieli „dość”. Wręcz przeciwnie – robili dodatkowe przejażdżki, żeby każdy mógł nacieszyć się jazdą na sankach. Bez presji, bez pośpiechu. Ferajnowa gościnność w praktyce.
Ognisko, które było sercem wszystkiego
Ognisko płonęło jak zwykle – solidnie i od samego początku. Zapach kiełbasek, pieczonego chleba i pianek niósł się po okolicy tak skutecznie, że nawet ci, którzy „tylko przechodzili”, nagle mieli bardzo dobry powód, żeby zostać na dłużej.
Była zupa, była gorąca herbata, były kiełbaski, a dla dzieci i młodzieży także gorąca czekolada oraz inne słodkości, które znikały w ekspresowym tempie.
Słodki akcent, który zrobił robotę 
Jakby tego było mało, na kuligu pojawił się też prawdziwy deserowy hit – słodkie babeczki i cynamonki. Ciepłe, pachnące, idealne po jeździe na sankach. Zapach cynamonu mieszał się z dymem ogniska, a dzieci i dorośli zgodnie doszli do wniosku, że zimą kalorie się nie liczą. Zwłaszcza w takim towarzystwie.
Dzieciarnia w swoim żywiole
Podczas gdy jedni jechali kolejną turę, inni lepili bałwany, testowali śnieg w praktyce i sprawdzali, czy da się ubrudzić kurtkę szybciej niż zwykle. Radochy było po pachy – i to bez cienia przesady.
Sportowcy nie zawiedli
Jak na sportowców przystało, ekipa ASW Jonkowo była w formie:
-
pomoc przy sankach,
-
wsparcie Ciapka w trudniejszych momentach,
-
logistyka i porządek,
-
a na koniec zgaszenie ogniska i odprowadzenie ferajnowej przyczepki do bazy.
Bez gadania. Bez znikania po cichu. Pełna kultura i współpraca.
Rozmowy, nowe znajomości i ten klimat
Między jednym przejazdem a drugim działo się to, co najważniejsze: rozmowy, śmiech, nowe kontakty i znajomości, które zaczynały się od zwykłego „cześć”, a kończyły na „do zobaczenia następnym razem”.
A to jeszcze nie koniec
Dla tych, którzy chcą do tego wrócić jeszcze raz (albo zobaczyć, co ich ominęło):
relacja filmowa z wydarzenia jest w przygotowaniu i pojawi się już wkrótce.
Podsumowanie?
Największy kulig w historii Ferajny.
62 osoby.
Dwie tury.
Ciapek w formie olimpijskiej.
Ognisko jak latarnia morska.
Słodko, ciepło, głośno i radośnie.
I dokładnie o to chodzi.
Do zobaczenia na kolejnym kuligu – bo po tym wydarzeniu poprzeczka poszła bardzo wysoko.
