Minęły cztery tygodnie.
Słój, który na początku był pełen świeżych cytrusów, cebuli, czosnku, imbiru, chrzanu, kurkumy, ziół i przypraw, zdążył się wyraźnie zmienić. Kolor jest głębszy, zapach mocniejszy, a wszystko, co wrzuciliśmy do środka, oddało octowi sporą część swojego charakteru.
W pierwszej części przygotowaliśmy nasz ognisty cydr Ferajny. Teraz pora sprawdzić, co powstało po miesiącu i zrobić z nastawem to, na co czekaliśmy od początku.
Najpierw otwieramy słój
Po czterech tygodniach zdejmujemy pokrywkę i zaczynamy od najprostszej rzeczy: patrzymy, wąchamy i oceniamy nastaw.
Powinien być intensywnie aromatyczny, kwaśny, korzenny i wyraźnie ostry. Cytrusy, cynamon i zioła łagodzą pierwszy octowy aromat, ale po chwili pojawia się imbir, chrzan, czosnek i - jeśli go dodaliśmy - jalapeño.
To właśnie ten moment, kiedy nazwa ognisty przestaje być tylko nazwą.
Przecedzamy
Przygotowujemy duże sitko, czystą miskę albo garnek oraz czyste butelki lub słoiki.
Całą zawartość słoja przelewamy przez sitko. Jeżeli chcemy uzyskać bardziej klarowny płyn, możemy przecedzić go jeszcze raz przez bardzo drobne sitko, gazę albo filtr do kawy.
Składniki można delikatnie docisnąć, żeby odzyskać jak najwięcej płynu. Po miesiącu zrobiły już swoje - oddały smak, aromat i kolor. Nie wykorzystujemy ich ponownie do kolejnego nastawu.
Pierwsza próba smaku
Teraz najciekawsza część.
Nalewamy odrobinę gotowego cydru i próbujemy niewielkiej ilości. Nie chodzi o wypicie szklanki. To bardzo skoncentrowana, kwaśna i ostra mieszanka.
Każdy nastaw będzie trochę inny. Dużo zależy od ostrości chrzanu, imbiru i papryczki, ilości ziół, rodzaju octu oraz wielkości cytrusów.
Jeżeli jest mocny, kwaśny i wyrazisty - wszystko jest w porządku. Właśnie taki miał być.
Miód? Tak, ale dopiero teraz
Jeżeli chcemy złagodzić smak, możemy po przecedzeniu dodać miód.
Nie podajemy jednej obowiązkowej ilości. Lepiej dodawać go stopniowo, mieszać i próbować. Jednemu wystarczy łyżka, ktoś inny będzie wolał wersję łagodniejszą.
Miód nie powinien jednak zamienić ognistego cydru w słodki syrop. Ma tylko zaokrąglić kwaśny i pikantny smak.
Najważniejsza zasada: dodajemy tyle, ile odpowiada nam smakowo.
Butelkujemy i chowamy do lodówki
Gotowy, przecedzony cydr przelewamy do czystych, szczelnie zamykanych butelek albo słoików. Warto wpisać na etykiecie datę przecedzenia.
Nasza wersja powstawała domowym sposobem i nie była pasteryzowana ani przygotowywana jako produkt do długiego przechowywania w temperaturze pokojowej. Dlatego po przecedzeniu trzymamy ją w lodówce.
Jeżeli pojawi się pleśń, nietypowe gazowanie, wyraźne zmętnienie albo śluzowata konsystencja, zawartość wyrzucamy i jej nie próbujemy.
Jak używać ognistego cydru?
I tutaj zaczyna się kolejny etap zabawy, bo nie trzeba traktować go wyłącznie jako „napoju”.
Najbardziej praktyczne zastosowania to:
- niewielka ilość rozcieńczona wodą - jeśli lubimy kwaśny i pikantny smak
- dodatek do dressingu lub winegretu
- składnik marynaty do mięsa albo warzyw
- kilka kropli do zupy, sosu lub gulaszu, kiedy brakuje kwasowości i ostrości
- dodatek do sosów na bazie miodu, musztardy albo oliwy
- kulinarny akcent do dań, które potrzebują „pazura”
Warto zaczynać od naprawdę małych ilości. Łatwiej dolać jeszcze trochę niż później ratować danie, które nagle zaczęło płonąć.
A co z „łyżeczką na odporność”?
Wokół Fire Cider narosło sporo opowieści o odporności, przeziębieniu i wzmacnianiu organizmu. My pozostajemy przy tym samym podejściu, co w części pierwszej.
To żywność, nie lekarstwo.
Możemy doceniać smak, składniki i tradycję domowych receptur, ale nie będziemy obiecywać, że jedna łyżka zastąpi sen, dobrą dietę, ruch albo leczenie wtedy, kiedy jest potrzebne.
Po prostu mamy w lodówce bardzo charakterystyczny, domowy produkt, który potrafi świetnie odnaleźć się w kuchni.
Czy następnym razem zrobimy go tak samo?
To zależy od wyniku pierwszej degustacji.
Jeśli wyszedł za łagodny - następnym razem można dać więcej chrzanu, imbiru albo ostrzejszą papryczkę. Jeśli ogień przykrył wszystkie inne smaki - ograniczamy jalapeño. Jeśli chcemy więcej świeżości - dorzucamy więcej cytrusów. Jeśli najbardziej podoba nam się ziołowy aromat - eksperymentujemy z rozmarynem, szałwią albo oregano.
I właśnie za to lubimy takie przepisy. Pierwszy słój daje odpowiedź, drugi zaczyna już być naprawdę nasz.
Cztery tygodnie później
Miesiąc temu do słoja trafiły zwyczajne składniki. Dzisiaj mamy butelkę intensywnego, kwaśnego, ostrego i bardzo aromatycznego dodatku do naszej spiżarni.
Czy wyszedł ognisty?
Oj, wyszedł.
A teraz zaczynamy sprawdzać, gdzie smakuje najlepiej.
Ognisty cydr - część 2.
Cztery tygodnie minęły.
Słój otwarty.
Ogień został w butelce.
