Obraz płynie przez szybę — miękko, spokojnie, bez pośpiechu.
Droga w lesie znika pod warstwą śniegu, a drzewa przesuwają się powoli, jedno po drugim, jak myśli, które wreszcie zwalniają.
Światło reflektorów dotyka pni i gałęzi, na chwilę je budzi, po czym zostawia w półmroku.
Śnieg wiruje w powietrzu, zawieszony między ruchem a ciszą.